Krótkofalarstwo? A na co to komu?

Mamy lipiec 1997 roku. Do Wrocławia, Opola, Kotliny Kłodzkiej, Kędzierzyna Koźla i okolicznych miasteczek dociera kulminacyjna fala zalewowa powodzi tysiąclecia. W Polsce w tamtym okresie mieliśmy na rynku trzech operatorów komórkowych – dwóch cyfrowych, działających od drugiej połowy 1996 roku i jednego analogowego. Stacje przekaźnikowe wszystkich trzech padły – napływająca woda pozbawiła je zasilania. Sieć telefonii przewodowej również nie wytrzymała naporu wody. Z łącznością profesjonalną również były problemy. Kto zaradził? Właśnie krótkofalowcy. Koledzy radioamatorzy od samego początku trwania akcji ratunkowej, aż do momentu przywrócenia użyteczności wszystkich cywilnych środków komunikacji, na zmianę pełnili dyżury przy radiostacjach, które sami przywieźli i zainstalowali w sztabach przeciwpowodziowych. Za darmo, bo między innymi właśnie do tego została powołana służba radioamatorska. Najlepiej sytuację oddadzą chyba te słowa:

 

„Kiedy przerwana zostaje łączność telefoniczna, a z braku prądu nie działają radiolinie i radiostacje profesjonalnych służb, to właśnie my jesteśmy wstanie zapewnić łączność. Sprzęt jakim dysponujemy jest nowoczesny, dobrze utrzymany, łatwo można go zasilić z akumulatorów, swoim zakresem zazwyczaj obejmuje także pasma służb profesjonalnych, jest lekki, niewielkich rozmiarów. Stanowimy więc, mimo iż nieprofesjonalną, ale bardzo sprawną służbę szybkiego przekazu informacji”.
fragment relacji członków klubu SP6PCB z Brzegu

 

Udział krótkofalowców w utrzymaniu łączności w czasie powodzi tysiąclecia jest chyba najczęściej opowiadaną, w kontekście przydatności krótkofalowców, historią. W internecie można znaleźć ogrom informacji na ten temat, od relacji stacji telewizyjnych, po wspomnienia ludzi, którzy brali w tej akcji udział. To chyba najgłośniejszy przykład takich działań w ciągu ostatnich lat. Niemniej co jakiś czas słyszy się o przypadkach, kiedy to krótkofalowcy przekazują odpowiednim służbom odebrany sygnał SOS wysłany chociażby przez jednostki pływające. Oprócz tego w Polsce prężnie działa sieć SP EmCom, zrzeszając kolegów, którzy cały czas utrzymują w pogotowiu sieć łączności, która będzie mogła być przydatna w nagłych wypadkach.

 

Ostatnio dotarła do mnie też informacja pewnego kolegi krótkofalowca, który opowiadał, że urządzenia krótkofalarskie są nadal używane do kontaktu w miejscach, gdzie ciężko o kontakt na przykład przy pomocy telefonów komórkowych. On akurat opowiadał o radiach zainstalowanych w samochodach wożących turystów na safari w Afryce. Więc zwykły, klasyczny kontakt na odległość również może być niezłym pomysłem na wykorzystanie krótkofalarstwa.

 

Współzawodnictwo sportowe.

 

No dobra, ale przecież krótkofalarstwo to hobby i sposób na spędzanie wolnego czasu, a nie tylko służba. Kojarzycie biegi na orientację? Istnieje odmiana tej dyscypliny, w której zamiast przy pomocy mapy i kompasu zawodnicy orientują się w terenie przy pomocy niewielkich odbiorników i anten kierunkowych, „namierzając” kolejne punkty, do których mają dotrzeć na trasie wyścigu.

 

W ten sposób docieramy do tego, po co tak naprawdę wielu krótkofalowców uprawia to hobby – do zawodów krótkofalarskich. Zawody mogą być różne – z jakiejś szczególnej okazji (np. 500-lecia miasta), albo na pamiątkę jakiegoś wydarzenia. Mogą być też tematyczne – np. cykliczne zawody na kluczu sztorcowym, odbywające się w 100% telegrafią, czyli alfabetem Morse’a. Mogą być lokalne, albo międzynarodowe. W końcu są zawody organizowane, przez pewne związki skupiające krótkofalowców zajmujące się wyczynowym „zaliczaniem” krajów. W zawodach chodzi o to, by w określonym czasie, mogą to być dwie godziny, a mogą to być dwa dni, zrobić jak najwięcej łączności z innymi stacjami pracującymi w ramach danych zawodów. Na koniec zawodów należy przesłać organizatorowi „log”, czyli spis wszystkich łączności, które dana stacja przeprowadziła w czasie zawodów. Na podstawie przesłanych logów organizator podlicza punktację i wydaje komunikat o klasyfikacji zawodów. Uczestnicy zawodów otrzymują pamiątkowe dyplomy, czasem też nagrody rzeczowe. Oprócz tego mają zapewnioną wieczną chwałę w środowisku. Dziś dość ciężko zająć wysoką pozycję w ważnych, międzynarodowych zawodach, gdyż startują w nich ludzie, którzy w swoje hobby włożyli naprawdę solidne pieniądze i posiadają ogromne instalacje antenowe, niedostępne dla kogoś, kto nadaje z bloku, przy pomocy prostej anteny zawieszonej na dachu. Niemniej nadal warto próbować.

 

Czasami bywa tak, że krótkofalowcy chcąc upamiętnić jakieś wydarzenie, zamiast organizować zawody, decydują się na wydanie okolicznościowego dyplomu. Wtedy sytuacja jest trochę inna. Element współzawodnictwa jest mniejszy i chodzi tylko o to, by w określonym czasie, nawiązać określoną ilość łączności ze stacjami, które przyznają punkty do dyplomu. Jeśli się uda, dostajemy pamiątkowy dyplom. Ot, prosta sprawa.

 

Aktywacje to też ciekawa rzecz. Istnieją programy, których założenie polega na nadawaniu z miejsc, które na co dzień nie są aktywne na pasmach. Jest na przykład program IOTA (Islands on the Air), który polega na aktywacji niezamieszkałych, albo bardzo słabo zaludnionych wysp. SOTA (Summits on the Air), jak sama nazwa wskazuje, polega na aktywacji szczytów górskich. Tutaj jest kilka ciekawych założeń – na przykład sprzęt z którego nadajemy ze szczytu musi być wniesiony przez nas na miejsce siłą własnych mięśni. Generalnie odpada aktywacja szczytów, na które wjechaliśmy samochodem. Regulamin zabrania też pracy z zewnętrznych źródeł zasilania, więc w grę wchodzi tylko praca z akumulatorów, agregaty mają ban. Jest też program Fauna i Flora, który polega na aktywacji parków narodowych i krajobrazowych. Jeśli lubicie podróżować, chodzić po górach, czy generalnie dużo się przemieszczać, możecie wziąć udział w takich programach i umożliwić kolegom krótkofalowcom zdobycie kilku punktów w klasyfikacji danego programu, nadając np z jakiegoś górskiego szczytu.

 

Adam Słodowy i eksperymenty radiowe.

 

Interesujecie się elektroniką i elektrotechniką? To też niezłe pole do krótkofalarskich zmagań. Wiecie co różni służbę amatorską, od każdej innej służby związanej z pasmami radiowymi, w tym też od CB radia? Każde urządzenie używane przez służby, osoby prywatne i generalnie przez wszystkich na świecie w celu pracy w eterze musi posiadać homologację, z jednym wyjątkiem. Sprzęt krótkofalarski homologacji nie potrzebuje, jesteśmy z tego wymogu zwolnieni. Oznacza to, że możemy do woli od podstaw budować sprzęt służący do komunikacji, przebudowywać sprzęt fabryczny, jak również prowadzić na pasmach wszelkie eksperymenty, które mogą się przyczynić do powszechnego rozwoju techniki, jak i rozwoju naszych własnych umiejętności i wiedzy. Gdy jeszcze fabryczny sprzęt nie był w Polsce tak dostępny wielu radioamatorów konstruowało swoje własne urządzenia, w oparciu o schematy które krążyły w środowisku, lub według własnego pomysłu. Wiele z tych urządzeń pracuje do dziś i osiąga wyniki nie gorsze od sprzętu znanych producentów. Dziś o sprzęt jest łatwo i tak naprawdę dysponując kwotą 150zł można pojawić się na UKFie, a za 600zł można ustrzelić używane urządzenie starszego typu do pracy na KFie, ale jeśli ktoś lubi sobie podłubać w domowym zaciszu i nie boi się lutownicy, to pewnym nakładem pracy może sobie zbudować swoje własne urządzenie i nikt nie ma prawa zabronić mu na nim pracować (oczywiście pod warunkiem, że posiada świadectwo operatora i pozwolenie radiowe, ale o tym później).

 

Anteny – tutaj dopiero istnieje ogromne pole do popisu dla konstruktorów. Od najprostszych symetrycznych dipoli składających się z dwóch takich samych odcinków przewodu i trzech izolatorów, aż po wymyślne, wieloelementowe, kierunkowe konstrukcje posadowione na rotorach, umożliwiających zdalne obracanie anteny tak, by promieniowała w pożądanym przez nas kierunku. O ile dziś łatwiej, szybciej i w większości skuteczniej (co nie oznacza, że taniej) jest wyposażyć się w fabryczny transceiver, o tyle osobiście uważam, że anteny warto skonstruować samemu. Nie jest to przesadnie skomplikowana operacja, a zazwyczaj własnoręcznie wykonana instalacja antenowa będzie tańsza od fabrycznej, przy zachowaniu wcale nie gorszych parametrów nadawczo-odbiorczych. Ale to tylko moje zdanie ;).

 

Sprechen sie pa ruski?

 

No dobra, przyznam że ostatnio szukałem w głowie powodów, dla których w dzisiejszych czasach można by się zająć krótkofalarstwem, czy może raczej spraw, w których krótkofalarstwo może pomóc. Myślę, że znalazłem jeden dość ciekawy. Nauka języków obcych.

 

Pokolenia urodzone przed, powiedzmy, rokiem 1980 mają raczej problemy z językami obcymi. Na pewno nie wszyscy, ale statystycznie dopiero dzisiejsi dwudziesto-kilku latkowie operują na niezłym poziomie przynajmniej angielskim. Z krótkofalowcami jest natomiast tak, że większość tych których znam, pomimo że są już „starszej daty”, operuje przynajmniej angielskim (bo to główny język w międzynarodowej komunikacji krótkofalowców) i rosyjskim (bo Rosjanie nadają ogromnymi mocami i choćby nie było słychać nic, to kilku Rosjan zawsze będzie do pogadania). Czasem jeszcze Niemieckim, Hiszpańskim i masą innych języków, które można usłyszeć na pasmach. A do tego dochodzi jeszcze alfabet Morse’a, którego można używać w języku międzynarodowym, jak i w każdym innym.

 

Powiecie, że w dzisiejszych czasach można w zasadzie w dowolnej chwili odezwać się na przykład na Skypie do kogoś, kto operuje innym językiem i w ramach treningu porozmawiać z nim o przysłowiowej pogodzie. Jasne, można. Tyle, że żeby pogadać z kimś w internecie trzeba go znać, mieć na niego jakiekolwiek namiary i trafić na moment, w którym też będzie siedział przy komputerze. Na pasmach natomiast możecie praktycznie w dowolnej chwili krzyknąć wywołanie w kierunku konkretnego kraju, lub odpowiedzieć na wywołanie interesującej Was stacji i spędzić kilka minut na pogawędce z kolegą z drugiego końca świata w dowolnym języku. Praca na paśmie ma jeszcze jedną cechę, która odróżnia ją od rozmowy przez telefon, lub komunikator internetowy. Emisja jednowstęgowa, przy pomocy której pracuje się na pasmach fonicznych ma dość wąskie pasmo przenoszenia. Nie jest to idealnie czysty, krystaliczny głos. Na pewno trzeba się z takim sygnałem osłuchać i nauczyć się dobrze go odbierać. Jeśli dogadacie się z kimś w obcym języku na pasmach, to możecie być pewni, że na ulicy, w cztery oczy, nie będzie to stanowiło dla Was żadnego wyzwania.

 

Na pewno nie wyczerpałem wszystkich powodów do uprawiania krótkofalarstwa. Ba, myślę że każdy radioamator podałby jeszcze po kilka swoich własnych. Wydaje mi się jednak, że to taki mały przekrój tego wszystkiego, do czego krótkofalarstwo może być dziś przydatne. Poza tym z krótkofalarstwem jest trochę tak, jak z każdym innym hobby, na przykład z wędkowaniem. Można pójść po rybę do sklepu, ale można też ją osobiście złowić. Można porozmawiać z kolegą przy pomocy telefonu, a można zrobić to samo przy pomocy radia. Zawsze jeden sposób jest prostszy, ale drugi może przynieść o wiele więcej satysfakcji.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *